Bez wyjścia

2 kwietnia 2015 roku zmarła w Warszawie reżyserka Barbara Sass.

Kilka tygodni temu w ramach spotkań Interdyscyplinarnego Fakultetu Humanistycznego mieliśmy przyjemność zobaczyć jej spektakl, wyreżyserowany na podstawie jednoaktówki Paula Sartre’a „Bez wyjścia”. Po przedstawieniu, dzięki Janowi Gondowiczowi, konsultantowi literackiemu w Teatrze Dramatycznym, spotkaliśmy się z aktorami i reżyserką, nie zdając sobie sprawy, że obejrzeliśmy ostatnie przedstawienie, które Barbara Sass przygotowała. Poniżej relacja z teatru autorstwa Marysi Prokesz, która została napisana kilka dni po obejrzeniu spektaklu.

Olga Masiuk

– Boga nie ma!
– A czy jest ser?

Taki dialog zapisał sowiecki szyderca Ilia Ilf. W 1937 roku w Sowietach nie było Boga ani sera. Boga i sera nie było tez w Paryżu, w 1943 roku, gdy Sartre obmyślał swoją sztukę „Bez wyjścia”.

Jan Gondowicz, szkic „Na bezbiesiu”

​Pokój i trzy kanapy. Czterech aktorów (trzech przebywa na scenie przez większość czasu). Godzina i dziesięć minut. Sztuka Sartre’a „Bez wyjścia” w reżyserii Barbary Sass wystawiona w Teatrze Dramatycznym jest niesamowicie minimalistyczna. Sami aktorzy przyznają: „Cięliśmy, cięliśmy” mówiąc o tekście. Twórcy starali się wydobyć z oryginalnego scenariusza najważniejsze, przewodnie myśli tak, aby przesłanie było jasne dla widza. Właśnie z powodu tej bezpośredniości oraz minimalnej ilości środków wyrazu widz ma wrażenie, iż spektakl wypełniony jest emocjami. Niesamowity efekt na długi czas pozostawia piorunujące wrażenie.

​Treść sztuki mówi o ludziach, którzy trafili do piekła. Jednak „[p]ersonel [jest] minimalny, żednej smoły, palenisk i rusztów, pełna samoobsługa”, jak czytamy w programie. Dlaczego „samoobsługa”? Ponieważ „piekło to inni ludzie,” utrzymuje Sartre wkładające swoje słynne słowa w usta jednego z bohaterów. Józef Garcin, Stella Rigault i Inez Serrano za życia nigdy się nie spotkali. Po śmierci trafiają do wspólnego pokoju. I wtedy zaczynają się tortury. Nie potrzebne są diabelskie machiny czy nawet oprawcy-specjaliści. W biografii każdej z postaci jest coś, co każe im reagować na obeconość pozostałych – na przykład wygląd Garcina przypomina Stelli jej kochanka, który popełnił samobójstwo dowiedziawszy się, że ona zabiła ich dziecko. Inez trafnie zauważa: „Każdy dla dwóch pozostałych” – jeżeli dwoje z nich decyduje się zrobić coś w parze, trzecia osoba natychmiast postara się to przerwać. W końcu, po kłótniach, łzach i krzykach, Garcin proponuje: „To co, zaczynamy od nowa?” Widz już wie, że bohaterowie znaleźli się w sytuacji bez wyjścia i cokolwiek zaczną, doprowadzi ich do tego samego miejsca.

bez-wyjscia1

​Na program sztuki składają się: szkic Jana Gondowicza, krytyka literatury i tłumacza, „Na bezbiesiu”, fragmenty tekstów Sartre’a, zdjęcia oraz krótkie notatki o twórcach spektaklu. Gondowicz streszcza treść przedstawienia oraz pisze o autorze i przesłaniu sztuki, słynnym „Piekło to inni”. O śmierci, refleksji nad własnym życiem i pragnieniu uczynienia go wartościowym jest mowa w twórczości Sartre’a: „Narodzinach Bez wyjścia” oraz fragmentach opowiadania „Mur” i powieści „Mdłości”.

​Po spektaklu odbyło się spotkanie prowadzone przez Jana Gondowicza. Aktorzy i reżyser wypowiadali się na temat swojej pracy nad spektaklem mówiąc, jak ważne było dla nich, aby to, co wystawią było „teatralne”. Oryginalny tekst sztuki pełen jest treści filozoficznych, które wprowadzają element intelektualnej dysputy. Jednak teatr ma oferować widzom możliwość przeżycia emocji. Dlatego scenariusz musiał być odpowiednio skrócony – możliwy do wystawienia.

bez-wyjscia

Aktorzy wypowiedzieli się również na temat swojego zawodu. Podkreślili fakt, iż muszą mieć umiejętność odseparowania swojego życia prywatnego od tego, co tworzą na scenie, ale przyznali, że czasami nie można tych dwóch rzeczy rozdzielić. Co więcej, przy tworzeniu postaci bardzo ważne jest korzystanie ze swoich własnych wspomnień i emocji – każda grana postać to zbiór (często wyolbrzymionych) cech i przeżyć aktora. Dlatego za każdym razem, gdy w przedstawieniu poruszany jest jakiś temat, twórca musi najpierw sam go przemyśleć. Ze spotkania z artystami wynieśliśmy wiele cennych informacji – jednogłośnie orzekliśmy, że była to wspaniała okazja, aby dowiedzieć się więcej zarówno o obejrzanym spektaklu, jak i pracy w teatrze.

Marysia Prokresz