Międzynarodowy Dzień Tłumacza [NAGRANIA]

Tym razem jeszcze lepiej niż w zeszłym roku czciliśmy Międzynarodowy Dzień Tłumacza (co to będzie w przyszłym roku…). Odbyły się dwa ciekawe i ważne spotkania z tłumaczami – z Adamem Lipszycem (badaczem twórczości Waltera Benjamina i Harolda Blooma, filozofem, nauczycielem z Bednarskiej) na temat przekładów Procesu Franza Kafki, a właściwie na temat różnych prób przekładu pierwszego zdania tej powieści oraz z Julią Fiedorczuk (tłumaczką Laury (Riding) Jackson i Laurie Anderson, poetką, autorką opowiadań) na temat współczesnej poezji amerykańskiej. Dwie różne osoby, dwa różne modele pracy z tekstem, dwa fantastyczne spotkania/warsztaty!

Nagrania:

Pewnie jakoś pełniej żyje się w kilku językach. Może właśnie wtedy słowo zaczyna znaczyć, staje się ciężkie i ważne i można je, jak robiła to Zuzanna Ginczanka, wziąć do ręki i obejrzeć jak burgund pod światło.

Z okazji tego święta zwielokrotnionego przez różne języki życia odbyły się dwa spotkania. Pierwsze z Adamem Lipszycem, poświęcone tłumaczeniom Procesu Franza Kafki, drugie z Julią Fiedorczuk o amerykańskiej poezji.

Adam Lipszyc

Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany. Tak pierwsze zdanie Procesu przełożył Bruno Schulz, a właściwie Józefina Szelińska, która pod nazwiskiem Schulza się ukryła. Rozmowa, którą prowadził Adam Lipszyc dotyczyła zdania rozpoczynającego powieść, a jednak obszar tego, co się otwierało z każdym słowem był niewiarygodny – doniósł ktoś na Jozefa K., czy go wrobił, a może oczernił, fałszywie oskarżył, lecz nie Józefa, ale Josefa. Czy on nie popełnił niczego złego, czy niczego, co obciążałoby jego SUMIENIE, czy „przecież nic złego nie zrobił!”, jak mógłby wykrzyknąć on sam lub ktoś obserwujący jego życie. Czy w każdym tym słownym układzie był to ten sam człowiek, ta sama sytuacja? Czy Józef K. żyje w słowach, niezależny od nich, czy one wzięte pod lupę rozkruszają jego postać, zniekształcają, tworzą z niego innego kogoś?

Julia Fiedorczuk

W zupełnie innej aurze odbywało się spotkanie z Julią Fiedorczuk. Mówiła o wierszu Elizabeth Alexander poświęconym Hotentockiej Wenus, czyli „Sarze” Bartman, która na początku XIX wieku pokazywana była w londyńskich cyrkach jako egzotyczne afrykańskie ludzkie kuriozum. W wierszu krzyżują się dwa spojrzenia – zimny wzrok naukowca dżentelmena, który ponad wszelką wątpliwość wymierzy, określi i opisze owo fascynujące człowiecze „coś” i wzrok zamkniętej w klatce kobiety, w ciszy prześlizgujący się po słonecznej ulicy Londynu. Jak zderzyć dwa języki – rozumu i emocji, martwej nauki i żywego nieszczęścia, angielski i polski?

Zapis dźwiękowy spotkań można sobie odsłuchać z poniższych linków. Ciekawe, jak brzmią słowa słuchane „po”. Słuchane „w”, w trakcie, w momencie, podczas tych spotkań, wypowiadane przez Lipszyca, Fiedorczuk i wypowiadane przez Olę, Kacpra, Martę, Zosię, Michała i wielu, wielu innych, po polsku, po niemiecku, po angielsku brzmiały świetnie!!! Nie lekcją i nie szkołą, ale czytaniem, literaturą, pismem, życiem!!!
Trochę jak w tym wierszu Laury (Riding) Jackson, który Julia Fiedorczuk przetłumaczyła:
Co jeszcze można zrobić?
Czyż nie rozmawiamy ze sobą?
Czyż nie kładziemy słów na wiatr i papier,
Aby podróżowały p r a w d z i w i e między nami,
Pod opieką czasu,
Nie całkiem zgubione między jednym a drugim,
Te, tamte, inne i ich inni,
Albo wszystkie zgubione od razu?

LIPSZYC książkaFIEDORCZUK książka