Rzecz o Conradzie

conrad1

Z końcem października Kraków stał się bardziej magnetyczny, niż zazwyczaj – kusił nie tylko swoimi oczywistymi walorami i słoneczną jesienną aurą, ośrodkiem przyciągania było coś jeszcze – 5. edycja Festivalu Conrada. Stali bywalcy z IB2 i IB1, a także nowicjusze z pre-IB mieli możliwość odklejenia się od szkolno-domowej rzeczywistości i zanurzenia się, podobnie jak na poprzednich wyjazdach na festiwale literackie i translatorskie, w oparach intelektualnych. Pełnią szczęścia byłby pobyt na całym Conradzie, zwłaszcza, że druga połowa tygodnia zapowiadała się ciekawiej, lecz my mogliśmy się nim raczyć tylko przez dwa i pół dnia, od poniedziałku do środy.

Medium doskonałe

Literatura jako medium lub też medialność literatury stały się motywem przewodnim, kontekstem tegorocznego festiwalu. I choć motyw ten wydaje się być niezwykle szerokim i trudnym do ogarnięcia w granicach horyzontów naszej wyobraźni obszarem pojmowania literatury, to metodą małych kroczków każde z wydarzeń festiwalowych próbowało dokładać iskrę starań by dobrnąć do ostatecznego rozświetlenia idei literatury-pośrednika. Takie przynajmniej ja odniosłam wrażenie.
Pisarstwo jako medium ukazujące interakcje między człowiekiem a otaczającą go rzeczywistością, między ludźmi a światem, między ludźmi różnych historii i różnych czasów, jak to miało miejsce przy naszym pierwszym festiwalowym spotkaniu.

Starożytny grafficiarz

Początek był mocny – lekcja czytania z Grzegorzem Jankowiczem XVI Pieśni Katullusa i natychmiastowa kolizja dwóch odrębnych światów i ich przedstawicieli – Rzymu w I w p.n.e. i rzeczywistości dnia dzisiejszego. Wykład, z mojego punktu widzenia i słuchania, najciekawszy spośród tych, w których uczestniczyliśmy. Co prawda, choć była to lekcja czytania, to dokładnej analizie tekstu utworu poświęcono najmniej czasu, bo podobnie jak na spotkaniu z Adamem Lipszycem, dotyczącym tłumaczeń „Procesu” Franza Kafki, tu także szczegółowo badaliśmy tylko pierwsze zdanie: „Pedicabo ego vos et irrumabo”.

conrad5

Grzegorz Jankowicz ukazał nam bardzo ciekawą perspektywę patrzenia na utwory Katullusa, szczególnie na omawianą Pieśń XVI, porównując działalność rzymskiego pisarza do starożytnych, pompejańskich, jak i współczesnych grafficiarzy. Wulgaryzmy i wszeteczeństwa obecne w tej drugiej, mniej znanej (dla miłośników jego subtelnych i ckliwych erotyków czy wierszy-scen z życia zakochanych) części jego poezji okazały się uzasadnione literacko, politycznie i społecznie. Wykład przerodził się w dyskusję, w której żywo brali udział także nasi koledzy, a w szczególności Artur, miłośnik starożytnej literatury i łaciny. Czy Katullus „poszedł na łatwiznę”, używając wulgaryzmów, czy próbował jak najbardziej zbliżyć się do otaczającej go rzeczywistości, odwzorować ją, postawić na autentyzm? A może chciał wyróżnić się spośród nobliwych pisarzy i poetów tamtych czasów, zaszokować czytelnika nieoczywistym zabiegiem wprowadzenia niecenzuralnych słów? To tylko niektóre wątki z poruszanych na spotkaniu.

Kontekstem koniecznym do rozumienia Pieśni okazały się też liczne zabiegi cenzuralne, trawiące i gwałcące utwory Katulla na przestrzeni wieków, tak w Polsce jak i na świecie. Szczegółowo opisane przez Grzegorza Jankowicza próby spłaszczenia lub ukrycia właściwego znaczenia utworów Katullusa, poprzez niekompletne i celowo błędne przekłady, połączyły się w mojej głowie z analizami niedokładnych tłumaczeń „Procesu” Kafki i dyskusji szkolnych podczas Międzynarodowego Dnia Tłumacza, w ten sposób łącząc myśli o sztuce translatorskiej, dla mnie samej bardzo ważnej i ciekawej, w spójną całość.

Inne smaczki

Kolejnym wydarzeniem miało być (ale czy było??) spotkanie z Joanną Bator, tegoroczną laureatką nagrody Nike. Niestety miałam wrażenie wtórności w stosunku do przemowy autorki „Ciemno, prawie noc” na gali wręczenia nagród.

Z kolei wystawa grafik Maxa Ernsta „Kochanek wyobraźni” była świetną odskocznią od literackiej części festiwalu w stronę plastyczną i doskonałym wstępem do pasma poświęconego surrealizmowi. Niestety, choć przedmowa Agnieszki Taborskiej obiecywała wiele wrażeń na nadchodzącym spotkaniu i zdecydowanie wygrywała z żenującymi występami grupy „sjurrealistycznej”, wtorkowa rozmowa „Nie tak jak w raju”, przynajmniej dla mnie, okazała się fiaskiem. Zamiast przekazu inspirujących doświadczeń z rozmów i znajomości Agnieszki Taborskiej z fascynującymi pisarkami surrelistycznymi otrzymaliśmy reklamę jej twórczości.

Jak zwykle świetnym akcentem wyjazdu okazało się wyjście do teatru. „Karnawał, czyli pierwsza żona Adama” na podstawie tekstu Mrożka, w reżyserii Bogdana Cioska, to według mnie interesujące widowisko, przenoszące w intrygującą rzeczywistość, ukazaną w dramacie tego wielkiego pisarza, w zupełnie inny czas, stosunki i atmosferę panującą na balach przebierańców (tak zresztą często wykorzystywanych jako motyw w literaturze). O sukcesie spektaklu w moich oczach zadecydowała świetna gra aktorska na poziomie niewerbalnym: za pomocą mowy ciała, ruchów, tańca i mimiki; a także niesamowity humor, zawarty w tekście dramatu, zazwyczaj dobrze odgrywany na scenie.

Takie powidoki, „zdjęcia” z subiektywnej perspektywy (jak u Barańczaka) zachowały się u mnie po Conradzie. A poniżej niewielka galeria fotografii, tym razem nie z mojej głowy a ze strony Festivalu Conrada, na których niepostrzeżenie nas uchwycono…

Zosia Zięba