Życie rolą – spotkanie z Agatą Kuleszą

Kadr z „Róży”
Kadr z „Róży”.

Aktorów zazwyczaj podziwiamy z daleka. Wiemy o nich tyle (oczywiście jeśli nas to interesuje), ile możemy wyczytać z ich oficjalnych biografii. Dzieli nas nie tylko ogromna przestrzeń różnych doświadczeń, ale także zwykła, fizyczna bariera – ekran kinowy, ta woalka, za którą często tak trudno się dostać. Czasami jednak możemy dowiedzieć się czegoś więcej, a nawet o wiele więcej, i taką okazję mieliśmy w ostatni czwartek w naszej szkole. Gościem zgodziła się być jedna z najciekawszych polskich aktorek – Agata Kulesza.

Dystans od razu się zmniejszył i po chwili pewnie każdy czuł się trochę jak szwenkier, a trochę jak focus puller – zmysły wyostrzone, chciało się tak trwać w napięciu i wyłapywać coraz to nowe, wyraźne, wrażliwe fragmenty, „rejestrować” i pozwolić „taśmie” być zjadaną przez kolejne obrazy-myśli bez końca i bez względu na konsekwencje. Uczestnicy spotkania weszli w rolę widzów-ekipy obecnych na planie filmowym, a Pani Kulesza, jak to zresztą ma w zwyczaju, bo ponoć przy publice do wszystkiego jest zdolna (nawet do skoku ze spadochronem), z charakterystycznym sobie humorem odkrywała przed nami tajniki aktorskiego rzemiosła, wchodziła w rozmaite role i opowiadała o swych kreacjach jak o osobach najbliższych.

Niesamowity jest jej stosunek do odgrywanych i już „spełnionych”, ale jeszcze „niedomkniętych” przez siebie postaci. Niedomkniętych, bo cały czas z nich czerpie; one także czerpią i wysysają z niej energię, wrażliwość i wiedzę, nie tylko na planie, ale i poza nim (doprowadzając do pewnego rodzaju wypalenia, wyzucia z indywidualnych treści, wnętrza i sedna człowieka, które po pewnym czasie trzeba uzupełnić, do czego też aktorka nam się przyznała).

Spojrzenie z „Idy”
Spojrzenie z „Idy”.

I właśnie to dotknęło mnie najbardziej w całym spotkaniu – że Wanda („Ida”), przede wszystkim Róża („Róża”), a nawet i Beata („Sala samobójców”) ciągle żyją, są, istnieją gdzieś obok niej, mimo, że na pewno wielu dzisiejszych aktorów już dawno by o nich zapomniało, a niektórzy widzowie zapewne wraz z zejściem filmów z afiszy lub może nawet tuż po wyjściu z projekcji, puścili je w niepamięć. Zaciekawiło mnie to, ponieważ mi również zawsze towarzyszą w życiu realnym te fascynujące postaci, które poznałam w fikcji; przedzierają się do niego przy rozmaitych okazjach, łakną uwagi i przeciekają przez filtry skojarzeń. Podobnie jak ona, nie potrafię się z nimi rozstać (a może to one nie chcą mnie opuścić?). Pani Kulesza często zastanawia się, co zrobiłaby któraś z ogrywanych przez nią postaci w danej sytuacji. Często też czuje się jedną z nich, lub wchodzi w jej rolę czy kompetencje w realnym świecie. Opowiedziała nam o doskonałym zrozumieniu sposobu pojmowania świata przez swoje bohaterki tak przekonująco, że jeden z widzów dopytywał – czemu Pani mówi o nich w trzeciej osobie, jak o żywych, jak o kimś bliskim? Jak o kimś, o kim tyle się wie? Odpowiedzią może być wypowiedź bohaterki (Wandy) z filmu Ida, o której Kulesza mówiła z humorem, że była dla niej na tamtym etapie czymś zupełnie naturalnym, płynącym z wnętrza – „Długa droga – wytrzeźwieję…”

Za barierą ekranu jest inny świat, o którego inności często zapominamy. Wchodzimy w rzeczywistość obrazu i unieruchomieni na dwie godziny w fotelu kinowym ciemnej sali rozdzieramy się na dwie części – ciało uwięzione w realności i spojrzenie zawieszone w fikcji, które śledzi i podąża za ruchem i udostępnionym widzowi wzrokiem bohaterów. Ten dualizm zauważyła Veronique Campan w swej analizie poświęconej cyklowi filmów „Dekalog” Krzysztofa Kieślowskiego. Wspominam o tym, ponieważ wydaje mi się być to niezwykle bliskim rozmowie z Panią Kuleszą i rozdwojeniu pomiędzy życiem widza a bohatera/aktora a odgrywanej przez niego postaci.

Praca aktora to przede wszystkim odkrywanie siebie – mówiła Pani Kulesza przytaczając anegdotę o „masce smutku” i odnalezieniu „emocji”, której bała się pokazać publiczności. Odkrywanie prawd o sobie, których w normalnym życiu nigdy byśmy nie dostrzegli, zdejmowanie kolejnych warstw masek i dostrzeganie prawdziwego, ukrytego oblicza, to jeden z najciekawszych eksperymentów jakim poddaje się każdy aktor na drodze rozwoju.

Jednak proces odkrywania siebie nie zakończył się dla Agaty Kuleszy na etapie szkoły aktorskiej. Wręcz przeciwnie – od, na przykład, charakteryzacji, którą sama, wbrew ekipie, stworzyła dla siebie i dla Róży, dla uwiarygodnienia i wczucia się w postać, aż do krzyku, który mimo strachu i zażenowania wydobyła z siebie nie wiedząc, że to zwierzę w niej siedzi, Agata Kulesza odkrywała i wysnuwała z siebie coraz to nowe pokłady treści, „rozdrapywała rany i strupy”, aby później pozwolić im się w spokoju zagoić.

Chociaż jeszcze wiele wspaniałych ról przed Agatą Kuleszą – to pewne – to już teraz jej dorobek filmowy jest tak wyrazisty, że słuchać chciałoby się o nim dużo dłużej niż te dwie godziny. Sytość (choć niepełna, bo ciągle chciałoby się więcej) nowej wiedzy i natchnień, ostatecznie skontrastowała widzów z Aktorką -opuściła nas z zadaniem wyznaczonym sobie na najbliższą przyszłość: szukać kolejnych treści i inspiracji, by móc dawać z siebie jeszcze więcej nowego i znakomitego!

Zosia Zięba