Kolorowy bieg w Warszawie

Uczestnicy biegu byli obsypywani kolorowymi proszkami.
Uczestnicy biegu byli obsypywani kolorowymi proszkami.

Przed 15 września nawet nie przyszło by mi na myśl, że wbiegnę na metę wyścigu obsypana proszkami w kilku rożnych kolorach. Podobnie jak bieganie wokół Stadionu Narodowego w chmurach skrobi ziemniaczanej, zabarwionej barwnikami spożywczymi. Ale zacznijmy od początku.

Po pierwsze bieg ColorFun na miano wyścigu nie zasługuje – i bardzo dobrze! Nie ma pomiaru czasu, chorej rywalizacji. Jest za to dobra zabawa wraz z innymi, niekoniecznie profesjonalnymi biegaczami.

Trudne początki

Niestety, początek biegu nie był aż tak „kolorowy”. Pojawiły się problemy z nagłośnieniem, przez które start opóźnił się o dobre pół godziny. Próbowały to zrekompensować trenerki z Pure Jatomi Fitness, które zachęcały wszystkich uczestników do wspólnej rozgrzewki w rytmie muzyki.

Gdy stanęliśmy na linii startu w oczekiwaniu na odliczanie, wreszcie można było dokładniej przyjrzeć się niespotykanym przebraniom, jakie założyli niektórzy startujący. W regulaminie była sugestia, że w miarę możliwości należy ubrać się na biało, by jak najlepiej widać było kolorowe proszki. Moja biała koszula z czasów podstawówki prezentowała się zupełnie przeciętnie. Były uciekające panny młode w prawdziwych sukniach, człowiek-koń, drużyna rugby Warsaw Eagles w oryginalnych strojach i wiele, wiele innych…

Na trasie

W końcu wystartowaliśmy! Jak już mówiłam, nikt tu się z nikim nie ścigał, więc tempo było spokojne. Nie mogliśmy doczekać się pierwszej strefy koloru. Gdy przebiegliśmy pierwszy kilometr, czekała na nas grupa wolontariuszy, którzy obrzucili nas pomarańczowym proszkiem. Przyczepiał się do ubrań, włosów i sprawiał, że wszyscy wyglądaliśmy naprawdę zabawnie. Na następnych kilometrach czekały na nas jeszcze 4 stacje, każda pod znakiem innego koloru.

Organizatorom nie do końca udało się uzyskać upragniony efekt, ponieważ proszki spadały z ubrań między kolejnym stacjami. W ten sposób na mecie większość biegaczy miała co prawda kolorowe włosy i skórę, ale czyste ubrania. Nie był to jednak duży minus imprezy, ponieważ po powrocie do domu po prostu wrzuciłam wszystkie ubrania do pralki i po godzinie wyglądały jak nowe.

Do zobaczenia za rok

Mimo kilku błędów ze strony organizacyjnej, doskonale się bawiłam. Atmosfera była naprawdę świetna, a większość ludzi wbiegała na metę z ogromnym uśmiechem na ustach. Jeżeli za rok impreza znów się odbędzie, a wszystkie szczegóły zostaną dopracowane, to z chęcią wezmę udział!

Nina Wieretiło