Luźne notatki po burzy

Studio Teatralne Koło -  „Burza”
Studio Teatralne Koło – „Burza”

Studio Teatralne Koło zrobiło „Burzę” Szekspira. A konkretniej, zrobił ją Igor Gorzkowski. Tylko trochę mniej w niej postaci. I rekwizytów. I Szekspira.

Z okrojonej fabuły ostało się pięciu bohaterów: Prospero, Miranda, Kaliban, Ariel i Ferdynand (Ojciec, Córka, Sługa, Duch, Książę). Pozwala to na bliższe przyjrzenie się ich relacjom:

Ojciec – Córka

Sztukę rozpoczyna opowiadanie Prospera o dawnej władzy, zdradzie brata i ucieczce z Mediolanu. Równie dobrze mógłby od razu powiedzieć o dalszych wydarzeniach przedstawienia, bowiem wszystkie one przebiegają według jego misternego planu. Prospero z jednej strony jest magikiem-mędrcem, znającym wszystkie odpowiedzi, z drugiej zgorzkniałym abdykantem (jeśli takie słowo nie istnieje, należałoby je wymyślić), planującym zemstę. I to zemstę tak wyrafinowaną, że aż doprowadza do przebaczenia. Ale o tym później. Między ojcem a córką nie ma porozumienia, prawdziwej interakcji. Prospero żyje w swoim wewnętrznym świecie, Miranda jest dla niego jedynie kolejnym pionkiem w grze, którą prowadzi. Nawet gdy podczas opowieści o przeszłości przymyka oczy z rozmarzeniem, nie wychodzi poza siebie, swoją rzeczywistość jednostkową. Miranda jest przy nim, słucha, ale nie wchodzi w to opowiadanie. Jest jeszcze dzieckiem, we wszystkim posłuszna ojcu. Widać to świetnie, gdy Prospero każe jej iść spać, i Miranda (w stroju baletnicy), kołysze się powoli do snu wtórując kołom zakreślanym powoli w powietrzu dłonią ojca.

Ojciec – Sługa – Córka

Kaliban. Kaliban jest synem wiedźmy Sykoraks, dawnej władczyni wyspy, która umarła przed przybyciem Mediolańczyków. Ci na początku traktują Kalibana przyjaźnie, uczą go języka i europejskich zwyczajów, on jednak odpłaca się “targnięciem na cnotę” Mirandy. Od tej pory jest postrzegany jedynie jako niewolnik, utrzymywany w ryzach przez Prospera poprzez groźby wszelakich kurczów, kolek, tudzież rwania w kościach. Kaliban w równym stopniu boi się i nienawidzi swego pana. Jego relacja z Mirandą jest jednak inna. Pomimo odrazy, jaką dziewczyna wobec niego czuje, jest on, poza ojcem, jedynym człowiekiem, którego zna. Łączy ich więź pewnego podobieństwa, ona także, wychowana na odludziu, jest momentami dzika. Kaliban jest dla niej jedynym punktem odniesienia, dopóki nie pojawi się Ferdynand. No właśnie:

Książę – Córka

Naturalnie, miłość od pierwszego wejrzenia. Ale jak dobrze ukazana jest jej niepewność, płochliwość. Jej szukanie się. Gdy Miranda próbuje zaczepić księcia w taki sam sposób, w jaki zaczepia Kalibana – plując nań, jest tak pięknie zdziwiona, gdy tamten odmawia udziału w zabawie! Fascynacja Mirandy jest dwojaka: z jednej strony miłosno-fizyczna, z drugiej jest to czysta ciekawość dziecka odkrywającego coś nowego, egzotycznego, tajemniczego. W taki sposób Miranda, z radosnym chichotem, studiuje dogłębnie zostawione przez niego buty. Ferdynanda trochę trudniej określić, jego postać jest nie do końca spójna. Na początku wydaje się, że jego uczucie nie jest szczerze, że chce wykorzystać dziewczynę. Jednakże albo wrażenie to jest mylne, albo zmienia swe zamiary, bowiem, jak to przy miłości od pierwszego wejrzenia bywa, żyją długo i szczęśliwie.

Miranda i Ferdynand
Miranda i Ferdynand

Książę – Sługa

Kaliban jest pierwszą osobą, którą Ferdynand widzi po przybyciu na wyspę. Jego początkową nieufność przełamuje, całkiem uniwersalistycznie, alkoholem. Doprowadza on nawet do tego, że Kaliban uznaje w osobie księcia swego nowego boga i pana. W ich relacji widać, jak zręcznie Ferdynand umie obchodzić się z ludźmi. Przy zapoznaniu jest uważny, powolutku podaje Kalibanowi piersiówkę, by go nie wystraszyć, kiedy jednak ich stosunek jest już ustanowiony i Kaliban sam sięga po alkohol, ostrym spojrzeniem i gestem Ferdynand kreśli granicę jego wolności. Także później, podczas zamachu na Prospera, choć Kaliban decyduje się nań tylko dzięki wierze w nadludzką moc nowego pana, ten nie przyczynia się do niego w bezpośredni sposób, to sługa sięga po narzędzie zbrodni. Kaliban zostaje ukarany, Ferdynand zostaje mężem Mirandy. Niecodzienny rodzaj sprawiedliwości.

Ojciec – Duch

Pierwsza interakcja Prospera i Ariela może przypominać jego relację z Kalibanem, jeśli pozwolimy podniesionemu głosowi i groźbie kurczów być podstawami do nakreślania podobieństw. Ariel służy Mediolańczykowi w zamian za uratowanie życia, o czym Prospero nie pozwala mu zapomnieć. Duch żyje wizją przyrzeczonej mu wolności, i każde kolejne zadanie spełnia z malejącym entuzjazmem. Jednak widać, że ich relacja wykracza poza rewerberacje rozkazów. Na jeden z nich Ariel odpowiada:

Oszczędź, Panie, zbędnych słów:
Zanim mnie zawołasz znów,
Już na scenie każdy duch
Będzie zwijał się za dwóch.

Choć mówi to z ironią, kończy pytaniem: „Czy mnie lubisz, mistrzu? Mów!”. I w odpowiedzi Prospera („Bardzo, mój zwiewny Arielu”), oraz w późniejszych słowach – „Brak mi będzie ciebie, ale ci wrócę wolność” – czuć prawdziwy sentyment. Jest on zrozumiały, bowiem Ariel towarzyszy Prospero w najważniejszych wydarzeniach – to on podszywa się za starca podczas zamachu i wreszcie to jego słowa nakłaniają Prospera do wybaczenia Kalibanowi i wrócenia mu wolności (choć to akurat podlega dyskusji, możliwym jest bowiem, że nawet przebaczenie było częścią misternego planu Prospera). I tak naprawdę Ariel zna Prospera lepiej od Mirandy, która ma jedynie mgliste pojęcie o jego magicznych zdolnościach, sądząc, że sprowadzają się one w głównej części do zabawnych, nieszkodliwych sztuczek. Ariel ma rację, mówiąc do Prospera: “Jestem twej myśli nieodłącznym echem.

Ariel

Cały Ariel (zarówno sama postać, jak i grający go Bartłomiej Bobrowski) jest fenomenalny, zresztą i reszta obsady gra wspaniale. Scenografia jest bardzo prosta, akcentuje tekst zamiast go zakrzywiać, co sprawia że niektóre kwestie są niemal namacalne. Na scenie wytwarza się mikro-wszechświat, nad którym widzowie pochylają się w napięciu, każde słowo ma czas się wydarzyć, każdy gest wybrzmieć. I tak się toczy ta pokrętna opowieść o zemście i wybaczaniu. Jak powiedział Wilde: „Always forgive your enemies; nothing annoys them so much.”

Hela Teleżyńska