„Wygnanie” Barańczaka – interpretacja

http://www.flickr.com/photos/bobaubuchon/5411945096/in/photostream/
CC Attribution, by bobaubuchon

Wiersz pod tytułem „Nie używać słowa „wygnanie”” został napisany przez Stanisława Barańczaka już po wyjeździe z Polski do Stanów Zjednoczonych. Autor powraca w nim do czasów sprzed emigracji, przywołuje wspomnienia, a następnie pokazuje czytelnikowi swój osobisty stosunek do kraju, a także tytułowego wygnania.

Utwór ten różni się pod wieloma względami od innych wierszy Barańczaka, przede wszystkim dlatego, że jest on wierszem wolnym, nie opartym na jednym widocznym koncepcie. Nie ma w nim symetrii ani charakterystycznej gry słów i frazeologizmów, lecz można zauważyć typowe dla Barańczaka przerzutnie. Składa się on z trzech części, z których każda ma inną liczbę wersów. Autor przedstawia w wierszu swoje wspomnienia z lat dzieciństwa czy też młodości w rodzinnym mieście – Poznaniu, a także opisuje swoje refleksje na temat wyjazdu z kraju. Podmiot liryczny wiersza możemy utożsamić z samym Barańczakiem ze względu na wyraźne elementy autobiograficzne.

Nie używać słowa „wygnanie”

Stać obiema stopami na twardym gruncie tej chwili,
gdy kostka jezdni podbiega zakosem, uderza piekąco w podeszwy
i, wytracając pęd, łomocząc trampkami w licealnej torbie,
zbaczasz łukiem na chodnik (te trzy, dokładnie trzy kroki),
a siedemnastka wlecze swój ciemnozielony zgrzyt
po przeciwbieżnym łuku szyn za róg Mielżyńskiego i Fredry.

Całą powierzchnią dłoni trzymać się uparcie tej klamki
na stacji kolejowej Nojewo, w pachnące deszczem i krowim nawozem lato,
jej grubej, drewnianej walcowatości, wyślizganej przez miejscowe ręce,
naciskać co chwilę, wyczuwać moment luzu i opór sprężyny.

I nie używać słowa „wygnanie”, bo to nieprzyzwoicie i bez sensu.
Można spojrzeć na sprawę z dwóch punktów wytężonego widzenia.
Albo nikt cię nie zepchnął z jezdni, po której wciąż jeszcze
biegniesz, przez mgnienie trwające do tej pory,
nikt ci nie wydarł z rąk klamki uchwyconej na sekundę, na zawsze.
Albo też sam, natychmiast gdy skręcałeś na chodnik, wchodziłeś
w drzwi dworca, zostawiałeś je za sobą, samolubnie
porzucone, bo z każdą chwilą wybiera się inne życie.

Stanisław Barańczak

Wiersz rozpoczyna się częścią, która jest długim na sześć wersów zdaniem, opisującym prawdopodobnie drogę powrotną ze szkoły do domu, jaką młody Barańczak musiał codziennie przebywać. Została ona przedstawiona za pomocą szczegółów, takich jak kostka jezdni, chodnik, tramwaj numer siedemnaście, a nawet nazwy ulic – „róg Mielżyńskiego i Fredry”. Wyliczenie elementów miejskiej infrastruktury jest równocześnie synekdochą całego Poznania; dzięki niemu został uchwycony rytm miasta, takim, jakim zapamiętał go autor. Opowiada nam o Poznaniu widzianym oczami pędzącego ulicami licealisty, pokazując miasto jak gdyby od podszewki – zwraca uwagę na zwyczajne elementy życia, dźwięki, widoki, kolory, które stale towarzyszą mieszkańcom i na które oni zapewne nie zwracają na co dzień uwagi. Autor pobudza wyobraźnię czytelnika, odwołując się do zmysłu dotyku: „kostka (…) uderza piekąco w podeszwy”, słuchu: „łomocząc trampkami w licealnej torbie” oraz wzroku: „a siedemnastka wlecze swój ciemnozielony zgrzyt”. Ciekawe wydaje mi się również to, w jaki sposób został opisany tramwaj, zastąpiony słowem „zgrzyt”, które jest onomatopeją i równocześnie synekdochą środku publicznego transportu. „Siedemnastka” natomiast pochodzi z języka potocznego, codziennego życia, w którym zazwyczaj stosujemy skróty myślowe, a oznacza po prostu linię tramwajową o numerze siedemnaście.

Barańczak pomimo długiego pobytu za granicą opisuje Poznań bardzo dokładnie, niezwykle żywo. Możemy odnieść wrażenie, że upływ czasu nie powoduje zacierania się w pamięci wspomnień, lecz sprawia, że stają się bardziej wyraźne, ponieważ autor przykłada do nich większą wagę, niż gdyby był w kraju. Czasowniki zostały użyte w formie bezokolicznika, np.: „Stać obiema stopami na twardym gruncie tej chwili”, lecz wydaje mi się, że można rozumieć to inaczej niż jako formę rozkazu. Autor używa słowa „stać” sugerując, że skupia się na trwaniu tej czynności, którą jest „stanie na twardym gruncie chwili”, a na dodatek „obiema stopami”. Możemy to skojarzyć z idiomem „stać twardo na ziemi”, o znaczeniu „myśleć racjonalnie”.

CC Attribution, by vidalia_11
CC Attribution, by vidalia_11

Wydaje mi się, że sformułowanie użyte przez Barańczaka podkreśla realność wspomnienia poprzez „twardy grunt chwili”, a stojąc „obiema stopami” stoimy tam w pełni, jesteśmy obecni w tamtej rzeczywistości. Poeta skupia się na danym ułamku sekundy, podczas którego coś czuł, widział, myślał i na jego trwaniu . W pierwszej części wiersza znajduje się również jedyne w całym utworze zdanie nawiasowe: „(te trzy, dokładnie trzy kroki)”, które ma działanie, można powiedzieć, odwrotne niż zazwyczaj w prozie. Nie zawiera informacji mniej istotnych niż reszta tekstu, tylko wręcz przeciwnie – opisuje szczegóły, drobne rutynowe czynności takie jak kroki, które są związane z fizycznym aspektem przemieszczania się człowieka i z których zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy. Nawet jeżeli świadomie myślimy o wykonywanych codziennie przez nas ruchach, często jednak nie dzielimy się tym z innymi, a poprzez zapis graficzny właśnie te prywatne spostrzeżenia zostały podkreślone i wyróżnione w tekście.

W drugiej części wiersza Barańczak mówi o stacji kolejowej w małej miejscowości Nojewo pod Poznaniem, z którą, jak możemy się domyślać, jest związanych jego wiele wspomnień z wakacji, wycieczek z rodziną lub wypadów z przyjaciółmi. Autor traktuje to miejsce bardzo osobiście, subiektywnie. Za pomocą epitetów zwraca uwagę na sensualne doznania, które zapadły mu w pamięci: „pachnące deszczem i krowim nawozem lato” czy też: „wyczuwanie momentu luzu i oporu sprężyny”. Zastanawiające jest to, że z czterech wersów tej części wiersza całe trzy dotyczą grubej, drewnianej klamki na stacji kolejowej. Sposób opisu przypomina wręcz dokładne studium przedmiotu, które może kojarzyć się ze sposobem patrzenia i postrzegania rzeczy przez dzieci. Autor opisuje bardzo osobiste wrażenia, coś, co kojarzy mu się z jego przeszłością i tym, kim był kiedyś i co w jakiś sposób go definiuje. Barańczak dokładnie zapamiętał fakturę przedmiotu, „wyślizganej przez miejscowe ręce”, a także to, jak „całą powierzchnią dłoni trzymał się uparcie tej klamki”. Przywodzi to na myśl scenę kurczowo trzymającego się klamki dziecka, które nie chce opuszczać wakacyjnego Nojewa. Może to jednak oznaczać również to, że autor „trzyma się uparcie” wspomnienia miejscowości, gdzie pozostawił swoją obecność, i mimo że już go tam nie ma, nadal jest mocno z tym miejscem związany.

Ostatnia część wiersza jest podsumowującą refleksją na temat emigracji i opuszczenia Polski przez poetę, a także elementem łączącym dwie wcześniejsze części z tytułem. Autor przedstawia dwa punkty widzenia na temat własnego wyjazdu z kraju. Używa jednak określenia „wytężone widzenie”, co możemy rozumieć w ten sposób, że po prostu trudno jest mówić i myśleć na ten temat, który dotyka Barańczaka bezpośrednio, albo też jako próbę zrozumienia sytuacji, w jakiej się znalazł, która wymaga wysiłku. Pierwszy podany w wierszu sposób patrzenia na sytuację polega na tym, że „nikt cię nie zepchnął z jezdni, po której wciąż jeszcze biegniesz (…)” i że klamka „uchwycona na sekundę”, została uchwycona na zawsze. Oznacza to, że przeszłość stała się fragmentem jego rzeczywistości psychicznej i jest obecna w świadomości autora. Drugim sposobem widzenia to, że dawne życie „zostawiłeś za sobą (…), bo z każdą chwilą wybiera się owe życie”, co oznacza, że wyjazd poety był jego świadomym wyborem, decyzją, żeby zostawić przeszłość za sobą. Według Barańczaka nie ma trzeciej możliwości – bycia wygnanym. Poeta podając te dwie propozycje zwraca się bezpośrednio do adresata, w drugiej formie liczby pojedynczej. Możemy się zastanawiać, kim jest osoba, do której kierowane są te słowa. Mają one wydźwięk bardzo stanowczy, zdecydowany, jak gdyby zmuszają adresata do jednoznacznego wyboru. Wydaje mi się, że Barańczak mówi tu do samego siebie, jest to pewnego rodzaju upomnienie, stanowcze stawianie samemu sobie granic, być może w chwilach zwątpienia w to, w co bardzo chciał wierzyć.

Słowo „wygnanie” jest pisane w cudzysłowie być może dlatego, że ma ono wiele konotacji w języku polskim. Możemy się domyślać, że Barańczak często je słyszał z ust innych ludzi, a także na pewno jemu samemu przychodziło do głowy. Jednak widzimy, że słowo to powoduje w nim chęć sprzeciwu, wypiera się losu wygnańca. Określenie to zazwyczaj kojarzy nam się z życiorysami dziewiętnastowiecznych Polaków wysłanych na Syberię za sprzeciwianie się caratowi rosyjskiemu. Historie tych ludzi zazwyczaj wywołują silne uczucia, takie jak współczucie, czy też poczucie niesprawiedliwości, a oni sami często są idealizowani, wręcz sprowadzani do roli bohaterów narodowych i męczenników. Barańczak nie chce mieć z nimi nic wspólnego, a poprzez ten wiersz próbuje uporać się z piętnem wygnańca, które tak chętnie zostaje przyznawane przez pozostałych w kraju.
Stanisław Barańczak był działaczem opozycyjnym, wobec którego przedstawiciele władzy stosowali wiele represji, aż do momentu, kiedy został zmuszony wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Autor wiersza „Nie używać słowa „wygnanie”” walczył z systemem i nie godził się na to, żeby odebrał mu on możliwość decyzji. Poprzez swój utwór poeta pokazuje, jak ważna jest kwestia wolnej woli i własnych wyborów. Podkreśla, że dokonujemy ich samodzielnie, z każdą chwilą. Pomimo że wiersz jest pisany już z Ameryki, Barańczak nadal się buntuje, nadal walczy o to, żeby nie dać się złamać systemowi. Wygnaniu zazwyczaj towarzyszy poczucie przegranej, upokorzenie i bezsilność, dlatego właśnie autor mówi, żeby „nie używać słowa „wygnanie”, bo to nieprzyzwoicie i bez sensu”. Jest to bez sensu, ponieważ żadne z wyżej wymienionych nie dotyczy poety – Barańczak nie potrzebuje współczucia, ani litości i nie chce jej potrzebować.

Ktoś, kto opuścił miejsce, w którym się urodził i z którym jest niewątpliwie mocno związany, ma potrzebę czuć, że nie został z tego miejsca wypchnięty, wyrzucony. Jest to mu potrzebne, do zachowania integralności jako człowieka, indywidualności. Barańczak poruszał tę kwestię również w wierszu „Pan tu nie stał”, w którym wypchnięcie z kolejki przed sklepem było metaforą wygnania z kraju, wypchnięcia człowieka z jego miejsca, skazania go na życie na marginesie, gdzieś na „szarym końcu”. Używanie słowa „wygnanie” jest bez sensu również dlatego, że można poprzez swoje decyzje i wolną wolę sprawić tak, żeby nie mieć poczucia przegranej i zachować godność. W wierszu „Ta dłoń może być garścią i może być pięścią” Barańczak także mówił o indywidualności i wolnej woli i o tym, że to, kim jesteśmy, zależy od nas. Napisał, że „ta dłoń może być garścią i może być pięścią; zaciśnięta, otwarta” i że „czaszka może stać się zamkniętym zakładem albo domem otwartym”, co oznacza, że człowiek zawsze ma kilka możliwości i może wybrać co zrobi z sytuacjami czy też rzeczami, które go spotykają, a przez to czym się one dla niego okażą, „bo z każdą chwilą wybiera się nowe życie”.

Wiersz „Nie używać słowa „wygnanie”” jest niezwykły, ponieważ poeta odkrywa się w nim poprzez opis osobistych doznań, co jest bardzo rzadkie w jego twórczości. Autor porusza również kwestie uniwersalne, takie jak wspomnienia z dzieciństwa czy też młodości, zachowane w pamięci miejsca, w których się żyło i znało każdy mały szczegół na pamięć, a teraz są bardzo odległe. Wiersz jest także jednoznacznym wypowiedzeniem opinii autora dotyczącej kwestii jego wyjazdu z kraju; Barańczak pokazuje sposób, w jaki on się to niego odnosi, i przekonuje, aby inni traktowali tę sytuację podobnie. Myślę, że utwór jest także przejawem buntu przeciwko byciu kategoryzowanym, ocenianym przez innych. Poeta chce sam stanowić o sobie, i z dwóch słów określających osobę, która opuściła swój kraj: wygnaniec i emigrant, Barańczak zdecydowanie wybiera to drugie.

Anna Szymczuk